bizneswtf

Dlaczego nienawidzimy DRM?

 

Może tego nie wiedzieliście, ale w piątek obchodziliśmy takie właśnie święto. Wszyscy zdają się nie lubić DRM. Ale tak naprawdę dlaczego?

Powodów jest multum. Przede wszystkim DRM ogranicza możliwość korzystania z legalnie zakupionych materiałów tylko tym – właśnie, którzy kupili je całkowicie legalnie, nic nie robiąc przy okazji użytkownikom materiałów pirackich tychże zabezpieczeń pozbawionych. Przez co naprawdę bycie uczciwym przestaje być opłacalne (ze względu na poniesione koszty) oraz wygodne.

Warto zauważyć równie, że te wszystkie DRM-y są i tak naprawdę warte tyle co nic. To znaczy w odwiecznej walce ich twórców z ich łamaczami, zawsze górą będą ci drudzy, bo jest ich po prostu więcej. I to czy nam się to podoba czy też nie. Stąd też przy tworzeniu DRM-ów dochodzi czasem do powstawania nieprawdopodobnych wręcz potworków. Takich na przykład jak rosyjski Starforce, przejmujący kontrolę nad systemem operacyjnym użytkownika i stojący na straży, byle ten tylko nie ośmielił się zrobić czegoś nielegalnego. Inne DRM-y zabezpieczające gry wcale nie bywały lepsze. Pozwalały na przykład na wyłącznie sieciową aktywację niektórych tytułów, umożliwiając założenie konto tylko na jednym określonym komputerze i wyłącznie na trzykrotną instalację gry. A co z reinstalacjami systemu, które czasem trzeba robić częściej niż trzy razy w życiu?

A już to, co się dzieje, kiedy stykami się z systemami DRM w przypadku ebooków, woła naprawdę o pomstę do nieba. Wyobraźmy sobie, że ściągamy (za pieniądze oczywiście) książkę w formacie PDF zabezpieczoną systemem DRM. Który mówi nam co możemy z nią zrobić. A nawet co musimy. A co musimy? Musimy zainstalować program Adobe Digital Editions. Odpada nam za to czytanie jej na Kindle`u – ten czytnik nie obsługuje plików PDF w kombinacji z DRM. Adobe Digital Editions nie istnieje też w wersji na Androida. Nie da się tej książki również wydrukować. Cudownie. I wszystko to jeszcze w ciężkiej atmosferze bycia traktowanym na każdym kroku jak ostatni złodziej.

Z muzyką wcale nie jest łatwiej, ani lepiej. Nie da się kopiować utworu z jednego odtwarzacza na drugi. Jeśli kupimy sobie nowy, całą bibliotekę utworów, jaką mieliśmy, powinniśmy kupić ponownie. Utworów z iTunes nie da się przerobić na inny format, ani ogólnie rzecz biorąc przerobić, choćby na dzwonek do telefonu czy alarm budzika, a w przypadku tych ściągniętych z Napstera musimy dodatkowo płacić za odsłuchiwanie już kupionego utworu na innym odtwarzaczu czy nagranie go na płytę.

I jak tu się dziwić, że ludzie nienawidzą DRM…


podobne treści