internet

Dlaczego e-mailowi oszuści podają się za nigeryjskich księciów?

Klasyczny scenariusz próby wyłudzenia pieniędzy za pomocą maila brzmi tak: podaj się za afrykańskiego dziedzica fortuny, który potrzebuje niewielkiej kwoty, by móc ów spadek/ukrytą gdzieś kwotę pieniędzy uzyskać. Nigeryjski książę obiecuje 5-10 procent z tejże fortuny za pomoc w uzyskaniu spadku.

Bajeczka jest znana tak dobrze, jak okradanie starszych osób „na wnuczka”, więc powinno dziwić, że nadal istnieją osoby, które stosują od lat ten sam scenariusz i wysyłają setki maili z prośbą o przelew. Odpowiedź jest prosta: to nadal się opłaca.

Pracownik Microsoftu Cormac Herley zgłębił i opisał mechanizm działania scammerów i postawił następującą tezę: wiarygodność nie jest tym, do czego oszuści dążą. Oni chcą dotrzeć do naiwnych ofiar, więc nic dziwnego, że wysyłają teksty, które zainteresują tylko najbardziej łatwowierne osoby.

Strategia poszukiwania naiwniaków polega na dążeniu do dotarcia potencjalnej ofiary jak najmniejszym nakładem sił. Tymczasem prowadzenie korespondencji z potencjalną ofiarą, czyli Internautą, który złapał przynętę po pierwszym mailu, jest pracochłonne i czasochłonne. Najlepiej więc od razu odsiać osoby, które prędzej czy później nabiorą podejrzeń.

Dlatego historie oszustów są niedorzeczne: bardziej logiczne przekonałyby osoby, które potem zadawałyby tylko coraz więcej pytań i zrezygnowałyby z „udzielenia pomocy”:

Email z opowieścią o niesamowitych afrykańskich bogactwach tylko najbardziej naiwnym nie wyda się podejrzany. Wszyscy, którzy korzystają z Internetu długo i widzieli podobne historie, zignorują wiadomość. Nie zwrócą na niego uwagi także osoby, które wpadną na to, by treść maila choćby wpisać do wyszukiwarki. Historią nie zainteresują się osoby myślące trzeźwo na tyle, by o zdanie spytać członków rodziny albo przeczytać ostrzeżenia wydawane przez banki i agencje zajmujące się międzynarodowymi transferami pieniędzy. Ci, którzy pozostają, to idealne ofiary scammingu. Osoby, które stanowią bardzo niewielką część populacji.

Innymi słowy, dla oszustów to całkiem logiczne, że im bardziej niedorzeczna historia, tym mniej osób w nią uwierzy. Im wystarczy kilku naiwniaków i do nich chcą dotrzeć najprędzej. [Miscrosoft, ComputerWorld, zdjęcie: AresT/Shutterstock]


podobne treści