gry

Diablo III czyli znak swoich czasów

Na kolejną odsłonę Diablo, która swoją premierę miała 15 maja, pół świata czekało z zapartym tchem. Drugiemu pół, które jednak postanowiło przez te wszystkie lata oddychać, słowo ”diablo” kojarzy wyłącznie z modelem Lamborghini oraz z kazaniami księdza Natanka. Co nie zmienia faktu, że ”Trójka” pod pewnymi względami jest irytująca. A względy te to swoisty znak czasów, jeśli chodzi o gry wideo.

Ogólnie rzecz biorąc nie zrozumcie mnie źle – Diablo III to wciąż… diablo dobra gra. Co nie zmienia faktu, że potrafi bardziej zirytować niż dwugodzinny korek w centrum Warszawy. Zresztą już same początki nie są najlepsze. Myślisz, że kupiłeś/kupiłaś grę za grube pieniądze i możesz sobie w nią pograć już w chwilę po instalacji? Otóż nie, nic bardziej mylnego. Najpierw trzeba założyć konto na Blizzardowym serwisie Battle.net…

Zaraz, zaraz, że co? Znaczy oczywiście, jest to całkowicie oczywiste w przypadku na przykład World of Warcraft czyli gry MMORPG, czyli – jeszcze inaczej – z gatunku, który nawet w swojej nazwie ma słowa ”multiplayer” i ”online”. Ale przecież Diablo III to nie gra multiplayer, tylko single player, z ewentualnym, dowolnym itd. trybem wieloosobowym. Chyba się zatem coś komuś pomyliło. Ale chwilę później myślisz sobie o zabezpieczeniach przeciw pirackim kopiom, o tym ile razy sam ściągałeś/ściągałaś gry z torrentów i przełykasz jakoś tę gorzką pigułkę. Po czym zakładasz konto.

I tu kolejna niespodzianka. Jako że stęsknieni za serią po 12 latach oczekiwania gracze niemal od razu rzucili się, by nacieszyć trzecią jej odsłoną, nie wytrzymały tego serwery. Nie przeszkadzałoby to teoretycznie w niczym, gdyby nie fakt, że jednak przeszkadzało. To znaczy wciąż mówimy tu o grze single player, w którą mamy ochotę pograć samemu, ale nie możemy, bo… nie działa Battle.net. Tak jest, kiedy pada serwis, mimo tego, że zapłaciliśmy za grę (i to wcale nie mało) i nie mamy ochoty na rozgrywkę z kimkolwiek innym, to i tak nie pogramy. Czyli cierpimy nie dlatego, że komputer zepsuł się nam, tylko dlatego, że zepsuł się komuś innemu. A tym ”kimś” są mili panowie z Blizzarda. Cudownie. Do tego wysypanie Battle.net przez jakikolwiek z Blizzardowych tytułów, niezależnie od tego, czy jest to Starcraft, WoW czy Diablo, powoduje to, że nikt nie zagra w żadną z tych gier. Idiotyczne? Idiotyczne. Bez dwóch zdań.

Nie mówiąc już o tym, że to wcale nie koniec niespodzianek. Jako że grając, używamy naszego konta z Battle.net, na którym możemy mieć na przykład przyjaciół od rozgrywki w WoW, teraz mogą oni także (takie jest przynajmniej ustawienie domyślne) bez pytania przyłączyć się do naszej rozgrywki w Diablo III. Czyli nie ma samotnego zabijania potworów, o którym marzyliśmy długie 12 lat. O nie. Teraz może to zostać przerwane w dowolnym momencie wtargnięciem do NASZEGO świata jakiejś osoby zewnątrz. Idiotyczne? Idiotyczne. Nie mówiąc już o tym, że Blizzard wpycha swoje paluchy gdziekolwiek tylko chce, włączając w to nazwę postaci. Chcesz nazwać swojego bohatera jednym ze słów powszechnie uznawanych za obraźliwe (do czego masz przecież pełne prawo, w końcu to twoja gra)? Nie da rady. Wyskoczy błąd i będzie wyskakiwał tak długo, aż nie zmienisz swojego karygodnego postępowania.

Mimo to na forach fani firmy bronią jej zawzięcie, twierdząc że ”błędy zdarzają się” i ”zdarzać się muszą”. No proszę was. Czy raczej proszę ich. Wasze pieniądze zostały wydane na produkt. Produkt ma tendencje do niedziałania. W każdej innej branży przysługuje za to możliwość reklamacji bądź opcja pociągnięciecia producenta do odpowiedzialności prawnej. Dlaczego branża gier wideo miałaby działać według innych zasad? Czy jest lepsza niż wszystkie inne? I dlaczego w 2012 roku człowiek kupujący grę dla siebie ma nad nią kilkukrotnie mniejszą kontrolę niż jeszcze kilka lat temu? Coś tu jest poważnie nie tak.


podobne treści