wtf

Czy byli szefowie Microsoftu porzucają sprzęt z Windows Phone?

Rozstania bywają bolesne, a niesmak po nich potrafi ciągnąć się latami. Cechy niegdyś zachwalane stają się później wadami. Nie inaczej jest w przypadku pracowników i ich byłych pracodawców.

Ciekawą dyskusję zapoczątkował swoim wpisem na blogu Bijan Sabet – podróżnik i wspólnik w Spark Capital. Wspomniał o różnicy w sposobie rekrutacji pracowników w korporacjach i młodych, małych firmach, tzw. „startupach”. Nie to jednak stało się meritum późniejszej dyskusji – dyskusji, do której włączać się zaczęli dawni znajomi z Microsoftu.

Ojciec trójki dzieci zauważył, że większość jego współpracowników – zwłaszcza tych na wyższych stanowiskach – po latach zamykania dużych projektów dla giganta z Redmond, porzuca jego produkty. Jako przykład przedstawił ostatnią, niestety zdjętą już, wiadomość z Techmeme.

Salem był zdziwiony faktem, że Steven Sinofsky, który przez lata dowodził mobilnym departamentem (odpowiadał m.in. za rozwój i marketing serii Windows i Internet Explorer, oraz usługi online: Outlook.com i SkyDrive), wpadł w ramiona konkurencji z Cupertino. Według niego najwyraźniej czymś dziwnym jest mówienie przez byłego pracownika Microsoftu o posiadaniu iPhone’a. Sinofsky miał powiedzieć, że jest to najlepszy smartfon do codziennego korzystania. Facet, z racji wykonywanego zawodu, musi się znać na rzeczy. Na blogu postanowił pójść krok dalej – w swoim pierwszym komentarzu pisze, że w swojej pracy często korzystał (z tych samych powodów) z pakietu SmartSuite lub Dokumentów Google.

Po chwili do dyskusji dołączył były głównodowodzący w Windows Phone 8, Charlie Kindel. Co prawda korzysta on z wyposażonej w „jego” system słuchawki HTC 8X, ale do pracy służy mu MacBook Air jako ten, którego specjalizacja pozostawia inne ultrabooki daleko w tyle. By było śmieszniej, to nie może on się obejść bez wirtualnej maszyny, która umożliwia mu używanie… okienkowego Outlooka.

Kindel widzi jeden (bo raczej nie jedyny) powód, dla którego byli pracownicy Microsoftu próbują odciąć się od produktów swojego byłego chlebodawcy.  Ma nim być nieufność, jaką twórcy młodych firm darzą ludzi chcących zrobić interes z ThinkPadem w torbie i Nokią w ręku. Sytuacja ma się ponoć diametralnie zmienić, gdy na spotkanie przyjdziemy z MacBookiem i iPhonem (trampki pewnie też by nie zaszkodziły). Nie wiem: śmiać czy płakać?

Jedno jest pewne – nie mam szans u bonzów amerykańskiego świata startupów.

Zdjęcie pochodzi z serwisu Shutterstock


podobne treści