Wiadomości promowanewtf

Costa Concordia: Podnosić, ale jak?

Minął już ponad miesiąc od czasu katastrofy statku wycieczkowego Costa Concordia. Teraz, kiedy z wraku wypompowano już ponad półtora miliona litrów paliwa, armator musi zdecydować co zrobić z wrakiem – pociąć na kawałki czy podnieść go z dna przy pomocy tysięcy piłeczek pingpongowych.

Największym problemem jest wielkość okrętu. Costa Concordia jest gigantyczna, prawie dwa razy większa niż Titanic. Drugim problemem jest fakt, że aktualnie spoczywa na szelfie, z którego może się zsunąć w dół o 60 metrów. Żeby temu zapobiec trzeba było wpompować wodę morską do zbiorników z paliwem, by działały jako balast.

Właściciele statku Costa Concordia zastanawiają się teraz co zrobić z wrakiem. Dwa najbardziej prawdopodobne scenariusze to pocięcie go na kawałki oraz podniesienie z dna morskiego. Żadna z tych operacji nie będzie łatwa. Pocięcie okrętu wydaje się rozwiązaniem prostszym, jednak wymaga uporania się z 10 centymetrowymi stalowymi płytami i wykorzystania gigantycznych magnesów do oczyszczenia morza z kawałków metalu. Fakt, że okręt kosztował 600 milionów dolarów a pływał dopiero od 2006 roku sprawia, że złomowanie będzie raczej decyzją ostateczną.

Za to podniesienie wraku z dna morskiego może zakładać wykorzystanie pomysłu rodem z komiksów i książek s-f.

Egzotyczne rozwiązanie zakłada wpompowanie we wrak wypełnionych powietrzem plastykowych piłeczek, które sprawią, że statek znów zacznie się unosić na wodzie. Pomysł, który pojawił się po raz pierwszy w komiksie z Kaczorem Donaldem w 1949 roku, a później w książce Artura C. Clarke’a Duch Wielkiej Ławicy, sprawdził się w już przeszłości w Kuwejcie i na Islandii.

Ma on jednak swoje wady. Największą z nich jest konieczność posprzątania piłeczek, nad którymi bardzo trudno zapanować. Włoskie władze mogą nie chcieć zgodzić się na to rozwiązanie. Ponadto należałoby najpierw załatać dziury w kadłubie by ograniczyć rozprzestrzenianie się plastykowych piłeczek. Mike Lacey, sekretarz generalny International Salvage Union, nie jest zachwycony tym pomysłem:

„Wszyscy mówią o dmuchanych balonach, ale nie są one wystarczająco duże, by rozwiązać problem. Mogą pomóc, ale same nie podniosą wraku.”

Dziwi mnie trochę, że do tej pory nikt nie zastanawia się nad innym rozwiązaniem – wyciągnięciem z wraku tego co się tylko da i zepchnięciem go z szelfu. Statek zatonie, stanie się domem dla wielu zwierząt i gigantyczną atrakcją turystyczną.

[Scientific American via Discover Magazine]


podobne treści