news

Chińczycy coraz częściej idą pod nóż

​Chiny zajmują trzecie miejsce na świecie pod względem liczby
przeprowadzanych operacji plastycznych (po USA i Brazylii). Statystyki
nie biorą jednak pod uwagę nielegalnych operacji przeprowadzanych w
„salonach kosmetycznych”.

Zachodni styl życia to także zachodni ideał piękna – długie nogi, duży biust i oczy z fałdką. Upodobnienie się do gwiazd wymaga licznych operacji, co często prowadzi do powikłań. Jak pisze Time, w minionej dekadzie złożono w Chinach 200 tysięcy pozwów o odszkodowanie za źle wykonaną operację.
Najbardziej ryzykowne jest poddawanie się operacjom w szybko rozwijających się okolicach, jak Shenzhen, gdzie trwa wojna cenowa między „lekarzami”. Chirurg plastyczny z Hong Kongu, Doktor Philip Hsieh, powiedział, że w takich miejscach wielu rzeźników-amatorów przeprowadza operacje, licząc na szybki zarobek. Pacjenci często są nieświadomi, jakie zagrożenie płynie z operacji.

Najpopularniejsza operacja to ukształtowanie na powiekach fałdek, dzięki czemu oczy wydają się mniej „azjatyckie”. Zabiegowi poddają się najczęściej dwudziestoparolatki. Kolejne w rankingu są wydłużanie nosa i powiększanie piersi.

Washington Post
pisze o 28-letniej Wang, która chciała tylko „poprawić” sobie oczy, ale popadła w takie uzależnienie, że ma już za sobą 170-180 operacji. Zazwyczaj za jednym razem poprawia sobie urodę w 6-7 miejscach. Niewiele części jej ciała nie tknął skalpel.

Poszerzyła sobie oczy. Zwężały nos i szczękę, zmniejszyła brodę. Powiększyła sobie piersi, a potem musiała poprawiać skutki źle przeprowadzonej operacji. Usuwała tłuszcz z bioder, ud, brzucha i pleców. Miała nawet implanty w piętach, by wyglądać na wyższą. Nie przyniosły pożądanego skutku.

Jak widać, „zachodnie” zwyczaje to raczej przekleństwo niż błogosławieństwo, tylko Chińczycy jeszcze o tym nie wiedzą. [Jezebel, Washington Post, Time, zdjęcie: Shutterstock]

podobne treści