internetwtf

Cenzura po polsku, czyli kolejny projekt walki z pornografią w Internecie

Oj, będzie się działo. Niezawodni sejmowi strażnicy moralności postanowili zobowiązać Ministra Administracji i Cyfryzacji „do przygotowania rozwiązań technicznych i prawnych, które zagwarantują rodzicom prawa dostępu do sieci internetowej wolnej od pornografii.”

Pornografia istniała, istnieje i istnieć będzie prawdopodobnie tak długo, jak długo, jak długo ludzie nie będą traktowali rozmnażania jako smutnego obowiązku wobec gatunku i ojczyzny. Jej istnienie jest faktem, z którym trudno dyskutować. Faktem jest również istnienie Internetu, czyli ogólnoświatowej sieci komputerowej, w której każdy użytkownik może znaleźć wszystko, co zostało w niej kiedykolwiek opublikowane. Również pornografię. A ponieważ bez większego problemu znaleźć może ją każdy, mogą znaleźć ją również dzieci. I tu pojawia się problem.

Problem, za którego rozwiązanie postanowili brać się politycy w wielu miejscach świata. Przykładowo niedawno swój kontrowersyjny program walki z „komercjalizacją i seksualizacją dzieciństwa” postanowił ogłosić rząd Jej Królewskiej Mości. Okazuje się, że polscy politycy, zachęceni brytyjskim przykładem, też zabiorą się za pornografię w Internecie.

A przynajmniej spróbują. Grupa posłów Solidarnej Polski złożyła pod koniec lipca do Marszałek Sejmu Ewy Kopacz projekt uchwały, która wzywa MAC do „zagwarantowania rodzicom prawa do Internetu bez pornografii” czyli opracowania takich rozwiązań technicznych i prawnych, które pozwolą rodzicom uchronić swoje pociechy przed internetowym porno.

Wytyczne posłów są dość ogólne, ale już teraz widać, że całość projektu byłaby praktycznie przerzucona na barki providerów Internetu. To właśnie oni mieliby być odpowiedzialni za opracowanie „skutecznych filtrów, które umożliwią blokowanie przesyłania treści o charakterze pornograficznym”. Wszystko to oczywiście pro publico bono.

Po ewentualnym przyjęciu uchwały, Minister Administracji i Cyfryzacji miałby 6 miesięcy na opracowanie rozwiązań, które zmuszałyby dostawców Internetu do stworzenia wspomnianych wyżej filtrów.

Dlaczego wprowadzenie takich filtrów jest w ogóle potrzebne? Ano dlatego, że „dotychczasowe rozwiązania techniczne, w tym programy kontroli rodzicielskiej, okazują się nieskuteczne, gdyż wymagają od rodziców wiedzy informatycznej”. Autorzy projektu uchwały zdają się więc sugerować, że poznanie podstawowych możliwości komputera, takich jak na przykład zainstalowanie programu do kontroli rodzicielskiej, przekracza możliwości intelektualne osób, które odpowiedzialne są za wychowanie własnych dzieci.

Dodatkowym czynnikiem, który według posłów Solidarnej Polski spowodował, że „dotychczasowe rozwiązania” są nieskuteczne jest fakt, że za oprogramowanie do kontroli rodzicielskiej trzeba płacić. Sprawdźmy, może rzeczywiście takie oprogramowanie kosztuje krocie. Już po pobieżnym przejrzeniu pierwszej strony wyników Google znalazłem multum darmowych programów. Niektóre firmy specjalnie rozdają oprogramowanie do kontroli rodzicielskiej, przedstawiając się w ten sposób jako odpowiedzialni dostawcy oprogramowania.

Ale załóżmy, że jednak musimy za to zapłacić. Czy te kilkadziesiąt złotych naprawdę jest wygórowaną ceną dla osób, które wcześniej stać było na zakup komputera i comiesięczne opłacanie dostępu do Internetu?

„Projektodawcy nie dopatrzyli się skutków gospodarczych” swojego pomysłu. Nie wiem gdzie patrzyli, ale ja widzę co najmniej dwa. Pierwszy to poniesienie przez providerów ogromnych kosztów związanych z opracowaniem „skutecznych filtrów”. Drugim jest plajta tych wszystkich polskich firm, które żyją ze sprzedaży płatnego oprogramowania do kontroli rodzicielskiej.

Projekt uchwały ma natomiast dwie zalety. Po pierwsze w łaskawości swojej „wnioskodawcy proponują, aby każdy użytkownik Internetu mógł zażądać od swojego dostawcy usług internetowych zablokowania dostępu do treści pornograficznych,” cenzura nie byłaby więc automatyczna. Drugą jest to, że projekt najprawdopodobniej nigdy nie zostanie przyjęty.

Zgoda, dzieci nie powinny mieć dostępu do pornografii. Nie powinny mieć też dostępu do alkoholu czy narkotyków. Niestety wszyscy wiemy, że tak nie jest.

Za działania dzieci odpowiedzialni są rodzice. Jeśli zdecydują oni ograniczyć dziecku w jakiś sposób dostęp do Internetu – ich prawo. Ale politycy nie mogą próbować tworzyć mechanizmów cenzury, ponieważ zawsze ktoś musi wtedy pobawić się w cenzora i zdecydować jaka treść jest odpowiednia dla innych użytkowników a jaka już nie.

Idea cenzurowania Internetu, za sprawą zaproponowanego przez PO Rejestru Internetowych Stron i Usług Niedozwolonych, zawitała do Polski już jakiś czas temu. Wcześniej czy później wróci. W takiej czy innej postaci. W tej, lub w kolejnej kadencji sejmu. Bo politycy z różnych stron politycznego spektrum wiedzą lepiej od nas, co jest dla nas dobre.


podobne treści