filmWiadomości promowane

Byliśmy na: Gra Endera

Wielki Gatsby, World War Z, Carrie. Poza konkurencją w kategorii najlepszej adaptacji tego roku, Gra Endera ma przeciwników również w swojej kategorii wagowej, i to mocną konkurencję, w Człowieku ze stali, Grawitacji czy Star Trek. Jak wypada na ich tle? Jako solidny pretendent do najlepszej adaptacji i najlepszego filmu sci-fi 2013 roku.

W niedalekiej przyszłości, wrogo nastawiona rasa obcych zaatakowała ziemię. Gdyby nie heroiczna postawa Mazera Rackhama (Ben Kingsley), dowódcy międzynarodowej floty, wszystko by przepadło. W przygotowaniach do następnego ataku wysoko ceniony pułkownik Hyrum Graff (Harrison Ford) i wojsko międzynarodowe szkolą tylko najznakomitsze młode umysły, by znaleźć godnego zastępcy generała Rackhama.

Ender Wiggin (Asa Butterfield), skryty, jednak strategicznie utalentowany chłopiec zostaje zwerbowany do armii. Przybywając do szkoły, Ender szybko i łatwo opanowuje coraz trudniejsze wyzwania i symulacje, pozostawiając innych daleko w tyle. Ender szybko zostaje nazwany przez pułkownika Graffa nadzieją floty, co skutkuje przeniesieniem chłopca do szkoły dla dowódców. Trafiając tam, zaczyna być szkolony przez samego bohatera, Mazera Rackhama, by przewodził pozostałym żołnierzom w batalii, która zadecyduje o przyszłości Ziemii i rasy ludzkiej.

Gavin Wood stworzył film, który od pierwszej minuty wciąga widza i powoduje, że ten po wyjściu z kina żałuje, że Gra Endera trwa tylko 114 minut. Nie miałbym nic przeciwko temu, by produkcja była dłuższa o godzinę, a prawdopodobnie film dalej trzymałby w napięciu. Dostajemy jednak tyle, ile jest i więcej nie będzie.

Przyznam się od razu, że nie czytałem książki, jednak film spowodował, że prawie na pewno to zrobię. Tak samo napiszę na początku, że wolę oglądać dorosłych aktorów na ekranie, więc podszedłem do filmu sceptycznie. Podobnie jak z zachęceniem do przeczytania oryginału, tak samo przestanę uważać, że „dzieciaki” nie są tak dobrymi aktorami, jak dorośli ludzie. Są wyjątki, jak chociażby Di Caprio w Co gryzie Gilberta Grape’a, ale jednak wyjątki.

Asa Butterfield, odtwórca roli Endera Wiggina dołącza do grupy takich „wyjątków”. Mimo 16 lat zagrał bardzo dobrze, pokazuje, że pomimo młodego wieku już wie, jak powinien zachowywać się przed kamerą i wielu aktorów mogłoby się od niego co nieco nauczyć. Oglądanie młodego anglika na ekranie to czysta przyjemność i można tylko mieć nadzieję, że pozostałe części sagi o przygodach młodego dowódcy również zostaną zekranizowane i przyjdzie nam ponownie go w tej roli oglądać. Od początku widać, że podchodzi do wszystkiego strategicznie i z chłodną logiką. Nie powinienem być zdziwiony jego postawą, bo przecież grał już w Chłopcu w pasiastej piżamie czy Hugo, jednak tutaj na prawdę widać, że chłopak może na dłuższą chwilę zadomowić się w największych produkcjach Hollywood. O ile może być lepiej niż grać obok Christophera Lee, Harrisona Forda czy Bena Kingsleya.

Harrison Ford nie miał zbyt dużo możliwości do popisu, gdyż film był jednak najbardziej skupiony na Enderze Wigginie, mimo tego całkiem solidnie sportretował porucznika Graffa, dało się wyczuć chemię pomiędzy jego postacią i głównym bohaterem. Najlepiej obrazuje to scena, która została wypuszczona jako teaser filmu, o czym pisaliśmy niecały miesiąc temu.

Efekty specjalne do filmu są na prawdę na najwyższym poziomie. Sceny z pokoju treningowego są po prostu świetne, a „archiwalne wideo” z heroicznego zachowania Mazera Rackhama, który uratował świat przed zagładą już na początku filmu pokazuje, że pomimo tego, iż obsada to w głównej mierze dzieci, to efekty specjalne zostały stworzone przez jak najbardziej dojrzałych speców od cyfrowego upiększania. Obcy są jedym z ładniejszych zobrazowań, jak mogłaby wyglądać karaluchowata rasa mieszkańców innych światów, jakie przyszło mi oglądać. Stoją na tym samym, wysokim miejscu (czy raczej siedzą na tej samej planecie?), co stworzeni na potrzeby Dystryktu 9.

Podobnie ma się rzecz z muzyką. Nie ma się co dziwić, w końcu za ścieżkę dźwiękową odpowiada nie kto inny jak Steve Jablonsky, o którego muzykę z pierwszej części Transformers walczyli fani na całym świecie, zanim ścieżka dźwiękowa została opublikowana 4 miesiące po premierze filmu. Muzyka jest najwyższych lotów, świetnie oddaje to, co dzieje się przed oczami widza, dodaje smaku do i tak już dobrego widowiska. Scenografia w filmie również jest solidna. Większość filmu to efekty specjalne, ale to, co nie zostało stworzone przy pomocy mocy obliczeniowej komputera jest na dobrym poziomie. Baza, która została przejęta przez ludzkość od robalopodobnych obcych przywodzi na myśl budowle Zergów z serii gier StarCraft. Co nie jest złą inspiracją.

Jedyne, do czego można się przyczepić, jeśli już faktycznie chce się coś znaleźć to scenariusz. Nie czytając książki spodziewałem się, że skoro już wykorzystuje się młode dzieciaki do prowadzenia wojen, to na pewno wątek moralności w tej sprawie będzie głęboko zakorzeniony w filmie. Jeśli tak było w książce, to wiernych fanów muszę niestety rozczarować: Wątek wątpliwej moralności posyłania dzieci do walki w obronie świata jest poruszony tylko w jednym, krótkim zdaniu wypowiedzianym przez Hyruma Graffa. Jak to się mówi, nie można mieć wszystkiego, racja? Mimo wszystko, bardzo tego brakowało i jeśli ten wątek w książce nie był ważnym elementem świata, a podejrzewam, że jednak był, to powinien zostać zdecydowanie rozbudowany, bo spowodowałoby to jeszcze lepsze od dobrego już odczucia po filmie.

Mimo tego, Gra Endera daje widzowi możliwość pójścia do kina na jeden z najlepszych filmów sci-fi w tym roku. Z pewnością zostanie zjedzona przy rozdawaniu nagród przez Grawitację, którą już wymienia się w roli faworyta tegorocznych Oscarów, ale plasuje się zaraz za produkcją z Sandrą Bullock i Georgem Clooneyem. Twórcy zadbali o to, by wszystkie części składowe filmu pasowały do siebie, wydając produkt, który może się podobać każdemu, kto lubi science fiction. Zdecydowanie jest to film godny polecenia i wart wydania na bilet kilkunastu złotych, a młoda obsada, z Asą Butterfieldem na czele wcale nie powoduje, że Gra Endera jest filmem, który spodoba się tylko i wyłącznie młodej widowni.

Zdjęcia: Oficjalna strona filmu


podobne treści