samochody

Autopilot był włączony podczas śmiertelnego wypadku Tesli

W drugiej połowie marca w Kalifornii miał miejsce wypadek z udziałem Tesli Model X. Na skutek uderzenia w barierki na autostradzie i późniejszych kolizji z innymi pojazdami, elektryczny samochód stanął w płomieniach, a jego kierowca zginął na skutek poparzeń. Choć w tym przypadku słowo kierowca nie jest najbardziej trafnym określeniem, ponieważ w chwili wypadku pojazd działał w trybie autopilota.

Śmiertelny wypadek z udziałem Tesli Model X badany jest nie tylko przez federalną komisję transportu, ale też przez producenta pojazdu. Choć wcześniej Tesla informowała o problemach z odczytem danych ze zniszczonego samochodu, udało się je rozwiązać. Choć prawdopodobnie Tesla Motors wolałoby, by to jednak ten pierwszy stan został zachowany,

Jak podała firma w specjalnym wpisie poświęconym sprawie, podczas śmiertelnego wypadku funkcja autopilota pojazdu była włączona. Logi pojazdu pokazują także, że tuż przed wypadkiem pojazd za pomocą sygnałów dźwiękowych i wizualnych informował kierowcę, by ten przejął kontrolę. Kierowca miał na to około pięciu sekund, a betonową barierkę mógł widzieć z odległości co najmniej 150 metrów. Odzyskane dane wskazują jednak, że kierowca nie podjął żadnych działań, by przejąć kontrolę nad samochodem. Tesla nie podaje dlaczego samochód nie wykrył betonowej barierki i nie zareagował samodzielne.

Pomimo tego, że Tesla Motors wielokrotnie w przeszłości przypominała, że jej autopilot nie jest idealny i powinien być wykorzystywany tylko jako pomocnicze narzędzie, które nie powinno zastępować człowieka, informacje te zapewne negatywnie odbiją się na wizerunku firmy.

Zdjęcie: Flickr/Sam Felder

podobne treści