news

Apple zakazuje dziewczyn w bikini w swoich aplikacjach, ale ten gość bez koszulki myjący samochód jest ok?

Apple zakazał aplikacji z treściami erotycznymi. Ale te od „Playboya” i „Sports Illustrated” pozostały. Dlaczego Apple ma dbać o to, co sami wolelibyśmy oglądać?

Oczywiście, wśród usuniętych wczoraj aplikacji znajdowało się wiele ze skąpo ubranymi kobietami. Rodzice martwili się o swoje dzieci, klientki coraz częściej zwracały uwagę Apple Store, że czują się traktowane przedmiotowo, gdy widzą tak nieprzyzwoite aplikacje. W taki sposób motywował decyzję Apple, Phil Schiller w rozmowie z redaktorką „The Times”, Jenną Wortham. 

Trzeba mieć jednak świadomość, że przy oferowanych w Apple Store ponad 130 tysiącach aplikacji, zawsze, ale to zawsze znajdzie się coś, co kogoś obrazi. 

Co z aplikacją, która dotyczy aborcji i prawa do kontroli urodzin? A aplikacja, która pomaga podrywać gejów jest ok? Nauczanie religii przez iPhone’a?

Nad ostatnim przykładem warto się zastanowić bardzo poważnie, ponieważ możemy sobie wyobrazić, jakiego rodzaju burzę rozpętałaby decyzja Apple o usunięciu aplikacji o treściach religijnych. 

Żeby było też jasne – nie mamy nic przeciwko aplikacji „Grindr”, której zdjęcie ilustruje ten artykuł. Ani ta aplikacja, ani jej fani, użytkownicy, osoby zainteresowane jej ściągnięciem i używaniem – nie jesteśmy w żaden sposób niczemu przeciwni. Ale to tylko pokazuje, jak bardzo kontrowersyjna jest sama decyzja Apple. O wiele bardziej kontrowersyjna niż treści aplikacji, których dotyczy i przed którymi „ochrania” swoich użytkowników. 

Cenzurowanie nie jest i nie było nigdy zbyt dobre. Kto nie wierzy, niech wpisze sobie w Google hasło „cenzura w PRL” i przejrzy kilka pierwszych wyników. Nawet tam, gdzie obecnie tworzy się wolne wiadomości (w siedzibie PAP na ul. Mysiej), kiedyś mieścił się Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. 

Apple chciał pokazać, że mu zależy. Być może przejął się zbytnio hasłem z kampanii prezydenta Baracka Obamy o potrzebie zmian. Być może chciał uniknąć zbierających się na horyzoncie pozwów ze strony urażonych klientek? Wybrano jednak dość duży kaliber działa do problemu niewielkich rozmiarów (chociaż trzeba przyznać, że na „obiekty” w niektórych z tych zakazanych aplikacji, nie wystarczyłoby nawet Kampfwagenkanone 88 mm montowane na Tygrysach II podczas II wojny światowej!). 

Aplikacje powinny być usuwane nie ze względu na seksualne podteksty, a ze względu na wątpliwe wykonanie. To jest dobry kierunek. Wychodzenie przed szereg i udawanie świętszych niż się jest w rzeczywistości, nie przyniosło jeszcze nikomu zamierzonych rezultatów. Czy kolejnym krokiem Apple będzie filtr chroniący niewinne, dziecięce oczy przed obrazami zepsucia i moralnej degrengolady w przeglądarce Safari na iPhone’ach? 

Apple strzeliło sobie w kolano, twierdząc, że seks i erotyka są godne pogardy i wstydu. Nawet dla dorosłych. Ale jednak tylko czasami. I tylko, gdy ktoś się poskarży. 

Osiągnęli jednak coś zupełnie odwrotnego: jedyne, za co nam teraz wstyd, to Apple. 


podobne treści