news

Apple groził mi karami za sprzedaż pękniętego stopnia

W zeszłym tygodniu wspominaliśmy o aukcji, na której można było kupić szklany stopień ze sklepu Apple’a. Sprzedawca został zmuszony do wycofania się z oferty pod groźbą kroków prawnych. Oto jego historia.

Nazywam się Mark Burstiner. Prowadzę videocast The Circuit. Jestem też konsultantem nowych technologii. Chciałbym opowiedzieć swoją historię. (…)

Półtora roku temu pracowałem w sklepie Apple’a na 5. Alei w Nowym Jorku. Zdarzył się wtedy głupi wypadek. Kobieta schodząca po wielkich kręconych schodach upuściła butelkę napoju. Butelka odbiła się raz czy dwa i rozbiła jeden ze szklanych stopni. Są one tak zaprojektowane, że stopień się nie rozpadł, ale pęknięcie było wyraźne i estetyka sklepu wymagała jego wymiany. Dlatego jeszcze w tym samym miesiącu czterech czy pięciu wielkich facetów z firmy Seele, producenta schodów, przyszło wymienić stopień na nowy. Kiedy wychodziłem z pracy, stopień leżał na ulicy przed sklepem. Zapytałem więc ludzi z Seele czy mogę zabrać pęknięty stopień. Zgodzili się i nawet pomogli mi włożyć go do samochodu. Tak stałem się właścicielem pękniętego stopnia ze szklanych schodów sklepu Apple’a.

20. lutego przeglądałem swoje rzeczy przed przeprowadzką. Stwierdziłem, że nie potrzebuję tego stopnia w nowym mieszkaniu. Stwierdziłem, że umieszczę aukcję na eBay’u w nadziei, że jakiś kolekcjoner kupi stopień, przez co pozbędę się zbędnego gadżetu i zarobię trochę grosza. Ludzie lubią oryginalne pamiątki. A ja wszedłem w jego posiadanie całkowicie legalnie. Zapytałem o pozwolenie. Pracownicy firmy pomogli mi go zabrać. Wszystko powinno być w porządku, prawda? Otóż nie.

Następnego dnia aukcja narobiła trochę szumu, informacja o niej pojawiła się też na Gizmodo. Już dobę później ktoś licytował stopień za 255 dolarów, a samą licytację obserwowało ponad 200 osób. Wszystko szło dobrze, dopóki nie zgłosił się do mnie ktoś z Seele. Poinformował mnie, że firmie Apple nie spodobała się moja aukcja i poprosił o jej wstrzymanie do czasu wyjaśnienia sprawy. Jestem rozsądnym facetem, więc się zgodziłem.

Tego samego dnia rozmawialiśmy ponownie. Facet powiedział mi, że robi mi przysługę i zażądał usunięcia aukcji i zwrotu stopnia. (…) Groził mi karami w wysokości kilku tysięcy dolarów, jeśli się nie zgodzę. Nawet po powtórzeniu wyjaśnień jak wszedłem w posiadanie stopnia, on twierdził że to własność firmy Apple (…), tak jak każda rzecz która była własnością sklepu. Co więcej, podkreślał że jeśli sprawa trafi do sądu, to ja będę musiał udowodnić, że nie ukradłem stopnia. Bzdura! W Stanach, tak jak w każdym kraju istnieje domniemanie niewinności. Jeśli Apple uważa, że mogłem wyrwać 100kg kawał szkła pięciu facetom i z nim uciec, to chyba są na haju.

Wygląda na to, że Seele chce zachować twarz przed Applem, bo ci są wściekli na producenta schodów, że wykazał się nieodpowiedzialnością. Ale fakty są takie, że to ja wszedłem w posiadanie tego stopnia. Czy była to nieodpowiedzialność, czy głupota jakiejś firmy, mnie to nie interesuje.

Następnego dnia znów rozmawialiśmy przez telefon. Tym razem jednak się postawiłem. Powiedziałem, że jeśli chce odzyskać stopień, może go kupić na aukcji. On zaproponował odkupienie go za pieniądze znacznie niższe niż ostatnia oferta z eBay’a, więc odmówiłem. Nie chcę przecież na tym stracić.

Z tego co wiem, nie zrobiłem nic nielegalnego. Nie ukradłem. Nie oszukiwałem w żaden sposób. (…) Skorzystałem z okazji. Spytałem o pozwolenie. Uzyskałem je. Nie pozwolę na to, by wielka korporacja przyparła mnie do muru. Cóż, póki co sam Apple się do mnie nie odezwał. Ale przecież mam prawo sprzedawać swoją własność.

Oto co zrobię. Wznowiłem aukcję, ale skróciłem jej czas trwania z 10 do 3 dni. Cenę wywoławczą ustaliłem na tym samy poziomie (200 dolarów), ale obniżyłem cenę „kup teraz”. Chcę się tego pozbyć. Jeśli osiągnie wysoką cenę – świetnie. Jeśli nie, trudno. Tak czy siak, dam znać jeśli Apple podejmie jakieś kroki.

Chciałem się tym podzielić. Bo sądzę, że to nieuczciwe. Korporacje nie powinny zabierać się za tak drobne sprawy i ciągnąć ich nie wiadomo po co. Dziękuję za uwagę. [Mark Burstiner]


podobne treści