ciekawostkinews

Amerykańskie szpitale pozyskują poufne dane nt. pacjentów, by przewidywać zmiany w ich stanie zdrowia

Zdaje się, że powszechna już niemal moda na szpiegowanie dotarła także do amerykańskiej służby zdrowia. Zgodnie z rewelacjami serwisu Bloomberg Businessweek, część amerykańskich szpitali związanych z systemem Carolina HealthCare chce przewidywać, którzy z pacjentów będą niebawem wymagać ponownej opieki medycznej i wdrożyło w tym celu program pozyskiwania poufnych informacji na temat ich życia prywatnego. Przykładowo, dotyczących chociażby historii zakupów opłaconych kartą kredytową.

Choć system może pozornie sprawiać wrażenie całkiem skomplikowanego, według doniesień portalu jego funkcjonowanie jest tak naprawdę stosunkowo proste. Po zdobyciu, czy też zwykłym wykupieniu pakietu danych, szpitale namierzają wybranego chorego – dla przykładu, cierpiącego chociażby na astmę – i zwyczajnie sprawdza, jak często uzupełnia on swoje zapasy leków, czy wydawał pieniądze na papierosy bądź też czy zamieszkuje w okolicy cechującej się stosunkowo dużym zanieczyszczeniem powietrza. Jeśli osoby weryfikujące informacje dojdą do wniosku, że coś jest nie w porządku, po prostu nawiązują kontakt ze szpiegowanym pacjentem.

Idea polega na tym, by rozległe zbiory danych i modele przewidywania stały się integralną częścią myślenia o zdrowiu naszej populacji oraz poszczególnych ludzi. – skomentował Michael Dullin, szef zespołu analityków współtworzących platformę.

Według wyjaśnień twórców systemu, powstał on w dużej mierze z powodu reguł wprowadzonych za sprawą programu Obamacare, przewidującego wstrzymywanie opłat za leczenie konkretnych pacjentów, jeżeli ci będą aż nazbyt często korzystać z pomocy lekarzy. Poza tym, ma też on stanowić swego rodzaju odpowiedź na radykalne zmiany w systemie opłat na rzecz szpitali, które przestały otrzymywać pieniądze na podstawie samej ilości przeprowadzanych testów. Co dość naturalne, w dużej mierze rozpoczęły więc one proces redukcji liczby dotychczasowo wykonywanych testów. Ogromna, wypełniona informacjami baza danych ma zaś im pomóc w zwykłym oszczędzaniu środków.

Oczywiście, co raczej mało zdumiewającego, wdrożenie tego typu systemu spotkało się z licznymi głosami sprzeciwu osób stanowiących potencjalny cel szpitalnej inwigilacji. Z przytoczonych przez Bloomberg wypowiedzi wynika, iż obawiają się oni pokątnego kolekcjonowania przez szpitale rozmaitych danych na ich temat, bez ich zgody i z mocno szemranych źródeł. Nie sposób się im nie dziwić.

To właśnie tajemnicza otoczka działania systemu nadaje sprawie dość śmierdzącego charakteru. Zarówno brokerzy danych, jak i firmy otwarcie przekazujące szpitalom informacje na temat pacjentów, nie chciały zdradzić, jakież to konkretne dane stanowią przedmiot dokonywanych transakcji. Co by nie mówić, wygląda to raczej niedobrze. No i cóż, jako że afera zdaje się dopiero rozkręcać, zdaje się, że niebawem jeszcze o niej usłyszymy.

Źródło tekstu i grafiki: Gizmodo.com


podobne treści