biznesinternetnews

ACTA 2 przyjęte

Redaktor Chrabota zapewne dziś otwiera w swoim biurze szampana – Parlament Europejski przyjął dziś część poprawek do dyrektywy odnoszącej się do praw autorskich w tym tak ukochane przez pana redaktora artykuły 11 i 13.

Za przyjęciem projektu nowej dyrektywy o prawie autorskim, zwanej potocznie „ACTA 2„, głosowało 438 europosłów, przeciw było 226, wstrzymało się 39. Kontrowersyjne przepisy, za którymi lobbowali głównie wydawcy i przedstawiciele przemysłu rozrywkowego przemeblują Internet jaki znamy, stawiając go miejscami na głowie. Nowe przepisy miały „wyrównać szanse” wydawców w walce z internetowymi gigantami takimi jak Google czy Facebook, ale najprawdopodobniej skomplikują życie wielu innym firmom, ograniczą innowacyjność, na użytkowników nałożą kaganiec w postaci cenzury prewencyjnej, a na koniec uderzą w samych wydawców. Z polskich europosłów za przyjęciem kontrowersyjnych zapisów była większość posłów PO.

W lipcu tego roku Parlament Europejski odrzucił co prawda całość dokumentu, ale wniesiono do niego ponad 250 poprawek i oznajmiono, że w takiej formie wróci on pod obrady PE we wrześniu.

Najbardziej kontrowersyjnym zapisem tworzonej dyrektywy jest art. 13, który zobowiązuje serwisy internetowe do wprowadzenia mechanizmów filtrujących treści w poszukiwaniu utworów, które łamią prawa autorskie. Piractwa to w żaden sposób nie wyeliminuje, ale platformy zostaną postawione przed wyborem – albo wyłączyć użytkownikom możliwość publikowania jakichkolwiek treści, albo wprowadzić automatyczne filtry, które są zawodne i mogą prowadzić do cenzury prewencyjnej. Oraz podniosą znacznie koszty każdej inicjatywy, która będzie zakładała udział w niej zwykłych internautów – w końcu generowane przez nich treści nie sprawdzą się same.

Kontrowersyjny jest także art. 11 nowej dyrektywy, zwany potocznie „podatkiem od linków”. Ma on rozszerzyć prawa wydawców prawa wydawców prasowych w taki sposób, że aby móc wykorzystać treści jednego serwisu, drugi musi otrzymać stosowną płatną licencję. Ma to udrzeć w agregatory linków i usługi takie jak Google News, ale, jak pokazuje przykład Hiszpanii czy Niemiec, giganci po prostu wyłączą takie usługi do czasu wynegocjowania z wydawcami darmowych licencji, a mniejsi wydawcy czy start-upy tworzących nowe usługi dostępu do informacji będą miały utrudnione działanie.

Ciekawostką jest też do tej pory mniej znany art. 12a, który brzmi jak pisany na zamówienie FIFA, a o którym zrobiło się głośno po publikacji hiszpańskiego serwisu AS. Dziennikarze wskazywali, że zgodnie z nowymi przepisami, tylko organizator wydarzenia sportowego będzie miał prawo nagrywać, publikować, reprodukować lub udostępniać filmy i zdjęcia z określonego wydarzenia. Niby chodzi o ukrócenie pirackich transmisji z wydarzeń sportowych, ale w skrajnych przypadkach da to narzędzia do tego, by na przykład ściągać opłaty od ludzi za wrzucenie do sieci własnego zdjęcia z wydarzenia sportowego.

Dzisiejsze głosowanie oczywiście nie oznacza końca procesu legislacyjnego, ale nieczęsto zdarza się, że na tym etapie dyrektywa byłaby zatrzymana. Choć teraz jej dokładna treść będzie negocjowana z poszczególnymi unijnymi rządami w ramach Rady Europejskiej i Komisją Europejską, szanse na to, że uda się ją zablokować na tym etapie są raczej niewielkie. Zakończenie procesu legislacyjnego planowane jest na początek 2019 roku.

Na razie więc nie pozostaje nic innego, tylko pójść w ślady pana redaktora i się napić. Bynajmniej nie szampana. Pewnym pocieszeniem pozostaje tylko świadomość faktu, że panu redaktorowi Chrabocie ten szampan odbije się już niebawem potężną czkawką.

Zdjęcie: Flickr/jepoirrier

podobne treści