grynews

666 MHz: Z kamerą wśród bitów

Gry muzyczne są w poważnym odwrocie. Może oprócz hitów takich jak Just Dance, które zawojowało listy sprzedaży Amazonu, oraz Dance Central – nowej koncepcji, robiącej świetny użytek z Kinecta. Jeśli jednak drogie wiosła, maty i inne gadżety już się wam znudziły: zapraszam na krótką wycieczkę w krainę melodycznych produkcji niezależnych. Naprawdę warto.  

Ten artykuł nigdy by się nie ukazał, gdyby nie świąteczne natarcie producentów niezależnych. Dzięki projektowi Humble Indie Bundle oraz wyprzedażom na STEAMie (nawet do 91%) tanie gry małych zespołów trafiły do milionów użytkowników. Zgaduję, że większość z was zna takie bestsellery jak Braid, Limbo, Zeno Clash czy Penumbra. Jest to tylko wierzchołek góry lodowej, zwanej „indie games” i wierzcie mi na słowo, warto się o nią rozbić. Jest to tanie oraz niesamowicie ciekawe doświadczenie. Wracając jednak do meritum. W dzisiejszym 666 MHz sprawdzę, czy Indie Beat Pack – zestaw pięciu niezależnych gier muzycznych: Beat Hazard, BIT.TRIP BEAT, Chime, Rythm Zone oraz Turba (niestety, bez AudioSurf, które z tego miejsca polecam) nadaje się do zabawy. 

Beat Hazard to nowoczesna wizja tego, jak powinna wyglądać staroszkolna, kosmiczna strzelanka. Śmigamy małym stateczkiem po czarnym ekranie i zamieniamy w proch asteroidy oraz wrogie jednostki. W tle gra nasza ulubiona muzyka i rozgrywka toczy się w jej rytmie – im bardziej energiczne partie utworu, tym na monitorze można zobaczyć większą masakrę. Mówię całkiem serio, w tej grze niekiedy ciężko odróżnić cokolwiek wśród wybuchów, pocisków, fragmentów wrogów i power upów, a gdy już naprawdę się rozkręcimy – osoby cierpiące na epilepsję muszą liczyć się ze smutnym game overem. Męczące i satysfakcjonujące, ale nie dla każdego.  

O Rythm Zone nie napiszę dużo. Jest to klon Guitar Hero, z tym, że bez gitary oraz ze specjalnym algorytmem, który naszą bibliotekę muzyczną zamienia w gotowe ciągli kolorowych „nutek” do wystukania. Niestety, jestem kiepski w takich grach (to przekleństwo ciągnie się za mną od czasu Patapon, w którym nie mogłem nic przejść) i RZ pobawiłem się tylko kilkanaście minut. Jeśli jednak lubicie takie produkcje – warto sprawdzić tego potworka. 

Turba jest muzyczną fantazją na temat różnych gier zręcznościowo-logicznych, w których niszczymy grupy klocków o tych samych kolorach. Główne zmiany: dość ciekawa obsługa myszą, kilka trybów i modyfikatorów zabawy oraz możliwość gry pod własną muzykę. Turba wciąga, ale wykonanie tej produkcji odstrasza. Interfejs przypomina tytuły, które czasy swojej świetności miały pod koniec lat 90. Wiele obecnych gier flash lub social wygląda i klika się dużo przyjemniej. Ta produkcja łączy w sobie największą wadę i zaletę indie gamingu: jest obleśna i jednocześnie oferuje oryginalną mechanikę. Ostatecznie nie jest taka zła, ale mimo wszystko – nie mogę jej polecić z czystym sumieniem.  

Na koniec dwa najlepsze kąski. Pierwszym z nich jest BIT.TRIP BEAT. Nazwa dziwna, ale oddaje klimat i charakter rozgrywki – oto PONG trafił do modernistycznej krainy 8-bitów, która bardzo przypomina świetną Darwinię (starsza, niezależna strategia). Rozgrywka jest prosta jak budowa cepa, machamy paletką i odbijamy nadlatujące klocki, których uderzenia tworzą ciekawą linię melodyczną. Nie ma tu sensu, liczy się tylko high-score. Jednak najlepsza w BIT.TRIP BEAT jest oprawa. Autorzy w świetny sposób zinterpretowali to, jak gry wyglądały kiedyś i podali w barwnej oraz lekkostrawnej grafice, która może się podobać.

Na koniec zostawiłem sobie prawdziwy rarytas, czyli Chime. Niech was nie zwiodą nudne gameplay’e – ta gra jest absolutnie rewelacyjna i niesamowicie miodna. W ogólnym uproszczeniu, jest to nietypowa wizja Tetrisa. Układamy klocki tworząc z nich coraz większe kwadraty. Cele są dwa – zdobyć jak największą ilość punktów oraz pokryć jak największą powierzchnię planszy. Brzmi banalnie, ale wciąga i to bardzo. Za niezwykłością Chime stoją też świetna, ascetyczna grafika oraz genialny (choć strasznie ubogi) soundtrack. Pomimo braku mnogości trybów oraz wyzwań, do tej produkcji chce się wracać. Prawdziwa magia…  

Jak na 4,99 EUR, to musicie przyznać, że to całkiem niezły zestaw. Przynajmniej trzy z opisanych produkcji są niezłe i będę do nich wracał. Niestety, oprócz Chime żadna z nich nie nadaje się dla osób wrażliwych na ferie barw i pulsujących świateł. Jednak w grach niezależnych najlepsze jest to, że… są ich tysiące. Jedne lepsze, drugie gorsze – ale w zasadzie każda oferuje jakiś unikalny element mechaniki lub oprawy, coś czego często próżno szukać w wysokobudżetowych hitach. Dajcie szansę utalentowanym twórcom, możecie spotkać ich na App Store, Xbox Live, PSN, STEAMie oraz Android Market. Czasem bardziej opłaca się wydać kilka centów, niż 200 zł na kolejną, dużą grę.

PS. Złośliwe 666 MHz pojawia się cyklicznie, raz w tygodniu, w sobotę. Jeśli macie w głowach jakieś tematy, pomysły lub sugestie – piszcie na mojego maila: [email protected].


podobne treści


  • override.sod

    Dzieki qam za podrzucenie kilku ciekawych tytulow – szukalem! :)