news

666 MHz: The Social Network

Gizmodo nie jest miejscem na debaty o kinie. Można jednak nagiąć tę zasadę w przypadku filmów-gadżetów – adaptacji, które starają się przenieść na srebrny ekran gry, technologie lub ciekawostki, o których piszemy na co dzień. Niewątpliwie, właśnie taki jest Facebook Movie, czyli The Social Network. 

Początkowo, gdy usłyszałem o tym projekcie, byłem (jak zwykle) bardzo sceptyczny. Powód był prosty – uważałem, że jest zdecydowanie za wcześnie, aby opowiadać historię sukcesu Facebooka. Bałem się, że przyniesie to efekt podobny do tego, znanego z filmów wojennych. Żaden obraz, który powstał niedługo po danym konflikcie, nie był dobry. Wyjątek w postaci Hurt Lockera, tylko potwierdza tę regułę. Później posłuchałem zachwytów znajomego, obserwowałem szał, który powstał na Rotten Tomatoes i wykręciłem się… Zadziałał hype. 

#!#photo2#!#

Niestety, po wczorajszym seansie wróciłem do domu zniesmaczony. Nie zrozumcie mnie źle, obraz Finchera jest świetny. Ten reżyser nigdy nie dał ciała i The Social Network tylko to potwierdza. Wyważony, opowiedziany bardzo elegancko, ze smakiem – jak każda, porządna biografia. Jednak ze względu na to, że codziennie odwiedzam Facebooka, śledzę jego rozwój i często spoglądam na fotki Zuckerberga, geeka o sympatycznej aparycji, odczuwałem wielką niezgodność pomiędzy tym, co widziałem na ekranie, a swoimi własnymi odczuciami i wiedzą na ten temat. Książka oraz film, na podstawie której powstał, w wielu momentach rozmijają się z wieloma źródłami, które można znaleźć w sieci. Począwszy od cyfr, a kończąc na samych bohaterach, którzy często przedstawiani są w zupełnie innym świetle. Mimo kunsztu i talentu reżysera, trudno nie zauważyć, że Hollywood wzięło górę.  

Nie wiem czemu, ale strasznie raziła mnie różnica pomiędzy wyglądem prawdziwego Marka, a aktora, który go odgrywał. Zamiast pucołowatej twarzy, mogłem zobaczyć podobną, ale o zdecydowanie ostrzejszych rysach. Taką, która świetnie pasuje do filmowego wizerunku Zuckerberga – kujona, geniusza i aroganckiego chama pełnego kompleksów. Ponieważ nie wiem, jaki twórca Facebooka jest w prawdziwym życiu, nie będę się z tym kłócił. Zastanawia mnie jednak, dlaczego nie wspomniano chociażby o Priscilli Chan, z którą Mark spotyka się od siedmiu lat. Zamiast niej, dostaliśmy fikcyjną dziewczynę, która zostaje brutalnie potraktowana przez głównego bohatera, już na samym początku filmu. Twórcy The Social Network wystawili Zuckerbergowi pomnik ze spiżu. Ze zwykłego człowieka, stał się żądnym władzy tyranem, bohaterem godnym każdego antycznego dramatu. 

#!#photo3#!#

Ostatecznie, The Social Network jest filmem, który ma drugie dno. Opis dwóch ważnych spraw sądowych, które wytoczono przeciwko Facebookowi (utożsamianym z jego twórcą), pokazuje całkowicie aspołeczny wątek powstania tego serwisu. Tak, jakby Finchera chciał nam powiedzieć, że przy tej okazji, powinna pojawić się nowa opcja – przycisk „Don’t like”. Faktycznie, po obejrzeniu tego filmu aż chce się „zdislajkować” Facebooka, a w szczególności, Marka Zuckerberga. Mam jednak dziwne wrażenie, że w serwisach społecznościowych rejestrują się nie tylko niedowartościowane i pełne złości osoby, do których idealnie pasuje etykietka „dupek”. 

Moje obawy spełniły się całkowicie. Nie wiem ile jest prawdziwego Facebooka w Facebook Movie, ale było zdecydowanie za wcześnie na jego realizację. Jednak jak rzecze plakat, 500 milionów przyjaciół, to jakby nie było – świetny i szeroki target. Film Finchera sam w sobie jest bardzo dobry, ale mógłby równie zręcznie opowiedzieć historię twórców Grona lub Naszej Klasy. Jeśli jeszcze nie widzieliście – poczekajcie na DVD, do kina nie opłaca się iść.

PS. Złośliwe 666 MHz pojawia się cyklicznie, raz w tygodniu, w sobotę. Jeśli macie w głowach jakieś tematy, pomysły lub sugestie – piszcie na mojego maila: [email protected].

#!#ankieta#!#


podobne treści


  • prawicowydebil

    pytanie tylko czemu film o jakimś Zuckerbergu ma opowiadać o kimś innym, nawet z nim związanym, jeśli nie jest to postać publiczna.
    Gdyby Bronisław Wpadka odwiedził p.t. Autora po operacji wycięcia hemoroidów, to powinno się zdaniem Autora opowiadać szczegóły, jak się szanowny Autor ich nabawił? Mnie by krępowało, gdyby biografia myśliwego, który został marszałkiem koncentrowała się na tym, że za długo siedziałem na kibelku.

  • ciota

    Człowieku każdy artykuł co piszesz, jest jak to ujmujesz do dupy i w ogóle brakuje w nim rozwinięcia. Wrzucasz wszystko (copy & paste?) żeby tylko było. Weź zajmij się tym swoim waleniem gruchy ze swoich filmów. Skończ w końcu.

  • Pingback: 666 MHz: The Social Network – Najgorzej o grach