news

666 MHz: Przekupni dziennikarze są wśród nas!

Koniec z mydleniem oczu i perfidnymi kłamstwami. W dzisiejszym 666 MHz postanowiłem ujawnić okrutny spisek, który od wielu lat dąży do manipulowania czytelnikami – uważajcie, nierzetelni dziennikarze wciąż są na wolności.

Inspiracją dla tego artykuły były dwa wydarzenia z ostatnich dni. Pierwszym jest afera związana z Wybuchającymi beczkami – książką o grach napisaną przez znanego dziennikarza. Jego kolega po fachu zarzucił mu, że wiadomości o tym produkcie, które pojawiały się w serwisach branżowych (również na Gizmodo), to tzw. kolesiostwo. Drugim wydarzeniem jest mój ostatni post dotyczący Limbo of the Lost oraz niepowtarzalnej okazji dostania tego tytułu na aukcji w Allegro. Eksperyment powiódł się – nie musiałem długo czekać na zarzut, jakobym postanowił zareklamować danego sprzedawcę. Obie sytuacje mogę skwitować następująco: ludzie, którzy doszukują się w nich przekupstwa lub niestosownych układów są naiwni albo nie mają pojęcia, jak to działa. 

Każdy, kogo kontakt z PR-em nie ograniczał się do wyciągania gazetek reklamowych Tesco ze skrzynki pocztowej, powinien wiedzieć, że biedny dziennikarzyna jest wystawiony na ciągłe pokusy. Imprezy oraz pokazy branżowe, często uświetnione poczęstunkiem oraz napojami chłodzącym, to świetny sposób na ułagodzenie temperamentu pismaka. Taki jegomość może zaznać również odrobiny blichtru, krążąc z pianą na ustach wśród wynajmowanych na takie okazje, zblazowanych celebrytów. Są też inne sposoby na zaskarbienie sobie przychylności dziennikarza. Chociażby taki press-pack, gdzie oprócz produktu do opisania lub recenzji, znajduje się również masa ciekawych gadżetów, których oczywiście zwracać nie trzeba. Tak, na autora próbuje się wpływać, ale nie ma w tym nic szczególnie zdrożnego. Każdy, kto ma chociaż cień swojego zdania i potrafi je wyrazić, bez trudu napisze to, co będzie chciał.

Gorzej jest, gdy dziennikarz przystawiany jest do muru, a prośba lub groźba mają za zadanie osiągnięcie konkretnego efektu. Wbrew pozorom, nie jest to zjawisko, które występuje rzadko. Przykładem może być wiele afer, chociażby ta stara, związana z Driverem 3, późniejsza dotycząca Kane & Lynch i ostatnia, mówiąca o tym, że na Metacritics pojawiały się „kupione” recenzje. Jest jednak coś, o czym domorośli poszukiwacze korupcji zapominają – takie akcje przeprowadza się bardzo subtelnie. Papier, ten internetowy również, zniesie wszystko, a słowo pisane ma ogromną moc. Każdy tekst da się skonstruować tak, aby chwalił i reklamował bez wzbudzania jakichkolwiek podejrzeń u mało bystrego czytelnika, często wtórnego analfabety. Takie manipulowanie zasługuje na potępienie i pogardę.

Jeśli ktokolwiek, kto czyta ten tekst, dalej wierzy w dziennikarski obiektywizm, powinien w tej chwili wsiąść na swojego jednorożca i odlecieć do krainy troskliwych misiów. Coś takiego nie istnieje. Każda recenzja to subiektywna ocena, a wiadomość, nawet jeśli niezmanipulowana, została subiektywnie wyselekcjonowana. Gdy już się to zaakceptuje i zrozumie (co nie jest łatwe), można inaczej spojrzeć na pracę danego autora. Wyznacznikiem jego rzetelności nie powinien być udawany obiektywizm. Moim zdaniem, najważniejszą cechą dobrego dziennikarza jest niezależność i mówiąc kolokwialnie: twardy tyłek oraz duże jaja. Szacunek należy się tym, którzy potrafią pisać zgodnie ze swoim sercem oraz sumieniem, nie oglądając się na specjalistów od marketingu, innych redaktorów, serwisy agregujące oceny oraz statystyki wyświetleń.

Aferę z Wybuchającymi beczkami świetnie podsumował Radek Zaleski: „Uważasz, że pisanie o książce Krzyśka to kolesiestwo i zmowa? Mam radę: napisz swoją książkę. Na pewno o niej napiszemy”. Ja podobnie mógłbym napisać o wspomnianej na początku reakcji na moją wiadomość dotyczącą aukcji Limbo. Z tego odcinka 666 MHz wypływa bardzo prosta nauka – pomyślcie dwa razy, zanim zaczniecie dyskutować o dziennikarskiej korupcji i kolesiostwie. Uwierzcie mi, nie każdy, kto pisze niezgodnie z waszymi oczekiwaniami, jest copywriterem zarabiającym na artykułach sponsorowanych. Tego typu „reklam” nie wszywa się grubymi nićmi tak, aby każdy półgłówek mógł się na tym poznać.

PS. Złośliwe 666 MHz pojawia się cyklicznie, raz w tygodniu, w sobotę. Jeśli macie w głowach jakieś tematy, pomysły lub sugestie – piszcie na mojego maila: [email protected].


podobne treści


  • a

    czy piszecie takze o redaktorach Gizmodo?

  • iforget911

    „Powiedzmy sobie szczerze, ludzie w Polsce zaczęli się księży bać, co nie jest dobrym znakiem. Ponieważ mam za sobą doświadczenia z międzywojennego dwudziestolecia,, kiedy ksiądz prefekt, czyli katecheta w szkole, miał na zasadzie Konkordatu, tak dużą władzę, że ani nauczyciele, ani uczniowie nie ośmielali się z nim zadzierać, taki strach jest dla mnie zrozumiały (…) Nie jest dla nikogo sekretem, że przed wojną inteligencja, zwłaszcza tzw. inteligencja twórcza, boczyła się na kościelny ‚ciemnogród’ i że przymiotnik ‚katolicki’ oznaczał dla niej ‚obskurancki’. Dopuszczano wyjątki, przyjmowane jednak jako rodzaj egzotycznych zwierząt.” Czesław Miłosz, 1991 r. Chcesz wiedzieć więcej? http://www.ksiegarniaswit.pl/88173-dokad-kler-prowadzi-polske.html

  • asd

    trzeba być kompletnym kretynem, aby wierzyć w absolutny obiektywizm kogokolwiek w jakiejkolwiek sprawie, ale nie dam sobie też wmówić, że nie zdarzają się dziennikarskie opinie tworzone pod konkretne zamówienie
    takie sprawy są jednak nie do udowodnienia i szkoda czasu na roztrząsanie tego, bo to tylko bicie piany
    jak mi taki kolo podpada to potem olewam jego teksty i tyle
    w czasach, kiedy nawet lekarze przepisują leki firm, które fundują im „darmowe” 14-to dniowe szkolenia na Malediwach, czy innych Hawajach i nie spotyka ich za to żadne słowo krytyki to mam wierzyć, że dziennikarze, na których nie ciąży w zasadzie żadna odpowiedzialność, z wyjątkiem czysto cywilnej, są czyści i wolni od wpływów i nacisków, a ich opinie są zawsze zgodne z ich przekonaniem?
    wolne żarty…