news

666 MHz: Panie, kup pan sztuczną rękę!

Temat sztucznych organów i zaawansowanych protez wciąż przebija się do świadomości szarego człowieka. „Części zamienne” dla ludzkiego ciała mogą być dla wielu z nas szansą na lepsze życie. Abstrahując jednak od zagadnień technicznych – istnieje jeden ważny problem, który jeszcze przez długi czas będzie istotną barierą przed zakupem syntetycznej ręki lub nogi.

Wiadomości ukazujące się w ostatnich latach skutecznie wyparły z mojej świadomości obraz człowieka z protezą, który wygląda jak pirat z drewnianą nogą, lub bezdomny ze stalowymi szczypcami zamiast dłoni. Przykładów nie trzeba szukać długo – weźmy ostatnie Mistrzostwa Świata w Lekkoatletyce 2011. Oscar Pistorius, biegacz wyposażony w specjalne protezy z włókna węglowego, odpadł wprawdzie w półfinałach, ale jego występ i tak wystarczył jako pożywka do wielu nowych kontrowersji. Gdy odetniemy się od wszystkich dyskusji sportowych, w naszej głowie pozostanie wizerunek gościa poruszającego się na futurystycznych uzupełnieniach nóg. 

Filmy sci-fi z ostatnich kilkunastu lat też zrobiły swoje. Luke stracił dłoń? Żaden problem, przecież w kilka chwil droid na statku medycznym doczepi mu całkiem nową. W bardziej ekstremalnych sytuacjach, takich jak np. ta dotycząca jego ojca lub biednego policjanta z Detroit, możliwe jest nawet całkowite odbudowanie uszkodzonego ciała. Fantastyka naukowa, a w szczególności cyberpunk, rządzi się swoimi prawami – setki rurek, lampek i kabli oplatających piękne kobiety, tylko zwiększają ich atrakcyjność. Jeśli chodzi o ostatnie osiągnięcia Hollywood, dobrym przykładem jest obraz Repo Men. Jak tu nie zakochać się w olśniewającej Alice Braga (Miasto Boga, Jestem legendą), która za uchem posiada pokrętło regulujące „intensywność” jej sztucznego słuchu.

Wydaje się, że syntetyczne organy są na wyciągnięcie ręki i jestem pewien, że za kilka lat rzeczywiście tak będzie. Co jednak, gdy implanty, protezy oraz inne „wspomagacze” zawalą sklepowe półki? W nowym Deus Eksie, który był niejako inspiracją dla tego felietonu, społeczeństwo zmaga się z wielkim, filozoficznym wyzwaniem. Czy nienaturalne udoskonalanie ludzkiego ciała jest właściwe, moralne i zgodne z prawem? Jeśli chcecie poznać odpowiedzi na te pytania, sięgnijcie po grę – ja skupię się na problemie zdecydowanie bardziej przyziemnym, choć wciąż pomijanym.

Trzy lata temu, Marzena Falkowska – znana felietonistka, zaszczepiła w moim umyśle ideę pod tytułem „Niesamowita dolina”. Od tamtej pory często do niej wracam a temat sztucznej ręki aż prosi się o wspomnienie. Uncanny valley to pomysł Masahiro Moriego, który stara się wytłumaczyć nasze nastawienie do wszelkich tworów naśladujących ludzki organizm. W telegraficznym skrócie – im robot bardziej podobny do człowieka, tym więcej jego niedoskonałości mąci nasz umysł. Przeskoczyć dolinę znaczy tyle, co stworzyć cyborga idealnie imitującego człowieka i nie wprawiającego nas w obrzydzenie. Dokładniej zjawisko to opisuje poniższy wykres, znaleziony na stronie Louvette.

Patrzenie na białą krew tryskającą z syntetycznego pasażera Nostromo, lub spoglądanie w świecące oczy Człowieka Iluzji znanego z Mass Effecta nie sprawia większego problemu. Tak jak wspominałem, cyberpunkowe wizje, które istnieją na kartach powieści, taśmie filmowej lub ekranach monitorów, są stosunkowo łatwe w odbiorze. Niestety, rzeczywistość jest bardziej brutalna. Weźmy takiego Eyeborga, czyli Roba Spence’a. Ciarki przechodzą mi po plecach, gdy widzę, jak wkłada kamerę w swój pusty oczodół. Uncanny valley działa i wszelkie nienaturalne fragmenty ciała zawsze będą napawać mnie pewną grozą. Myślę, że podobnie ma większość osób, jednak nie mówi się o tym głośno. Bo jak tu stwierdzić, że proteza, która umożliwia komuś normalne życie, powoduje u nas dyskomfort? Sądząc po nikłej popularności „Niesamowitej doliny” w Internecie, mogę uznać, że mamy tutaj do czynienia z pewnym tematem tabu.

Zabrzmię jak pozbawiony wszelkich uczuć oszołom i egoista, ale zanim zaczniemy się zastanawiać nad filozoficznym znaczeniem cybernetycznych rąk, musimy uporać się z absurdalnym problemem – „wypaczeniem” naszego poczucia estetyki. Ciężko będzie przywyknąć do widoku syntetycznych ramion Adama Jensena, jeśli natura przez tysiące lat prezentowała nam całkowicie naturalny wizerunek ludzkiego ciała. [obrazki: african success, altergranie]

PS. Złośliwe 666 MHz pojawia się cyklicznie, raz w tygodniu, w sobotę. Jeśli macie w głowach jakieś tematy, pomysły lub sugestie – piszcie na mojego maila: [email protected].


podobne treści


  • Anonim

    Już hodują mięśnie, skórę… Za prę lat ta hodowla na pewno pójdzie do przodu jeszcze bardziej. A ludzie będą woleli żywe kończyny wyhodowane z własnych komórek macierzystych sobie przyprawić niż metalowo-plastikowe ustrojstwo.
    Co do wyglądu to skóro podobne silikony do pokrycia metalowej protezy są już osiągalne, wiec widok mechanicznych „bebechów”( w sensie siłowników i innych śrub) raczej nam nie grozi ;)

  • Anonim

    @atuanu … i tak i nie.
    Popatrz jak popularny jest ‚Piercing’ i jakie formy przybiera. O tatuażach już nie wspominajać. Zawsze znajdą się za i przeciw. Tylko ty sam w głowie stawiasz sobie ‚ściany’, które mówią Ci co jest jeszcze ok .. a co nie. A cyberpunk… przynajmniej dla mnie będzie kolejnym polem walki o statut boga, ‚lepszejszych’ i tych lepszych ludzi (jeszcze?). Czekają nas ciekawe czasy… tylko czemu chińczycy uważaja to w swoim przysłowiu jako przekleństwo. ;)

  • Anonim

    @jaco001
    Chodzi mi o to że jest możliwość zamaskowania protezy, a to czy ktoś się zdecyduje ja ukryć czy wręcz przeciwnie będzie obnosił się z dumą ze swoja sztuczną kończyną to już kwestia wewnętrznego poczucia estetyki. Albo mody, młodzieńczego buntu czy czego tam jeszcze ;)