news

666 MHz: Książek się ni-e-czyta

Ostatnio miałem okazję wysłuchać prezentacji na temat niskiego poziomu czytelnictwa w Polsce. Jednym z jej elementów było wspomnienie o Empik Oyo – rodzimym e-czytniku, który miał być wielką rewolucją w tej kwestii. Niestety, po wnikliwych badaniach muszę z przykrością stwierdzić: e-książki były i dalej są do niczego. 

Nigdy nie przepadałem za elektronicznymi książkami. Po pierwsze – czytanie na ekranie komputera nie należy do przyjemności. Po drugie – biblioteka polskich e-booków zawsze wydawała mi się bardzo mała i trudno dostępna. Teoretycznie, obie te wady eliminują nowoczesne czytniki, które oferowane są przez duże sieci dystrybuujące książki i czasopisma. Z tego względu, pod lupę wziąłem trzy urządzenia: Oyo z Empiku, eClicto od Kolportera oraz Kindle znane z amerykańskiego Amazona. 

Oyo reklamowany jest zabawnym hasłem „teraz książki się e-czyta”. Domyślam się, że to rodzaj autoironii. Sprzęt jest w istocie produkowany przez niemieckiego Mediona, który cieszy się dużą popularnością wśród tysięcy zadowolonych amatorów taniej elektroniki. Ma dotykowy ekran wykonany w technologii sipix (odrobinę lepsza jakość obrazu w porównaniu do e-ink’ów o 8 odcieniach szarości), jest niesamowicie wolny i oferuje kartę WiFi. Niestety, przeglądanie Internetu ograniczone jest do oglądania strony Empiku – kupuj książki, albo giń. 

Kolporter zrezygnował z bezprzewodowego dostępu do sieci w swoim starszym, tajwańskim eClicto. Uniknięto kompromitacji kosztem zmniejszenia (i tak szczątkowej) wygody. E-booki należy kupować z internetowej księgarni, która nazywa się tak samo jak czytnik. Muszę przyznać, że dziwi mnie pomysł na tę markę, podobnie jak i wybór książek. Czy „Narciarstwo dla zaawansowanych” jest tym, co chciałbym sobie wyświetlać na e-papierze? Chyba nie. Poza tym, eClicto to klasyczny e-reader starej generacji. 

Ostatecznie, najciekawiej wygląda Kindle 3. Amazon jest już doświadczonym graczem na rynku e-książek i we, czego oczekują jego klienci. Niezły wyświetlacz i całkiem funkcjonalna przeglądarka internetowa. Dodatkowo, darmowy dostęp do 3G (również w Polsce) za dodatkowe 50 dolarów wliczonych jednorazowo w cenę urządzenia. Czego chcieć więcej? Przydałaby się jedynie polska biblioteka – mam dziwne wrażenie, że jeszcze nie każdy w naszym kraju włada angielskim w dostatecznym stopniu. 

Specjalnie wybrałem urządzenia, które są sprzężone z dedykowanymi sieciami sprzedaży e-booków. Na rynku jest wiele podobnych, a nawet dużo lepszych urządzeń, ale musicie wiedzieć jedno – mnogość formatów oraz zabezpieczeń jest przytłaczająca. Taki Kindle najbardziej lubi się ze swoim AZW i wcale nie obsługuje popularnego EPUB. Pliki PDF też posiadają kilka różnych form DRM a ich obsługa często pozostawia wiele do życzenia. Ogólnie rzecz biorąc – kupowanie tego typu książek wymaga, wbrew pozorom, sporej wiedzy. Nieostrożnemu klientowi pozostanie czytanie za pomocą specjalnego oprogramowania na komputerze, a to mija się z celem. Oczywiście, istnieje wiele metod na konwertowanie i odblokowywanie różnych formatów. Wierzę, że zdolni użytkownicy potrafią w kilka minut „złamać” każdego e-booka, ale… czy jest w tym jakiś sens? Nabywanie książek elektronicznych powinno być szybkie i wygodne, szczególnie, że kosztują całkiem sporo.  

Ceny są ostatnim gwoździem do trumny z napisem „teraz się e-czyta”. Omawiane czytniki kosztują odpowiednio: ok. 620 zł za Kindle (z 3G), 650 zł za Oyo oraz 900 zł za eClicto. Za taką kwotę można kupić sobie jakieś 20 tradycyjnych książek! Elektroniczne wydania też są drogie. Ceny e-booków zaczynają się od 8 a kończą powyżej 30 zł. Niestety, w polskich księgarniach wybór jest skromny, nie znalazłem ani ukochanej „Sztuki Wojny” ani nic, co wyszłoby spod ręki ulubionego Cusslera. Ponad pół miliona pozycji, które można znaleźć na Amazonie wygląda imponująco (szczególnie w przypadku tytułów niedostępnych na naszym rynku), ale problem może stanowić wspomniana wcześniej bariera językowa. W sieci istnieje też wiele miejsc, gdzie można pobrać potężne zasoby darmowych (a nawet legalnych) e-książek, ale nie po to kupuje się sprzęt za co najmniej pół tysiąca złotych, aby tracić czas na szukanie i kombinowanie. 

Podsumowując – e-czytniki i e-booki to ciekawostki, które możą zachwycić absolutnych fanów tego typu rozwiązań, oraz osoby, które pochłaniają literaturę hurtowo. Oyo oraz eClicto, czyli skromne efekty polskiej myśli technicznej, nie mają szans na to, aby zaistnieć w świadomości rodzimego czytelnika. Są za drogie i oferują zbyt skromną bibliotekę tytułów. Jedyną rozsądną alternatywą jest Kindle, ale czy naprawdę opłaca się wydawać tyle pieniędzy, jeśli tradycyjne, pachnące i wydrukowane w lepszym kontraście książki są na wyciągnięcie ręki?

PS. Złośliwe 666 MHz pojawia się cyklicznie, raz w tygodniu, w sobotę. Jeśli macie w głowach jakieś tematy, pomysły lub sugestie – piszcie na mojego maila: [email protected].

#!#ankieta#!#


podobne treści


  • Qwert

    Sprzężony z księgarnią jest także nook z Barnes&Noble, ciężko dostępny w Polsce, ale nie aż tak bardzo. Zaleta – obsługa także księgarni Empik (Adobe DRM), papier e-ink, Wi-Fi, przeglądarka www. Cena nawet z podatkiem i transportem z USA wyższa tylko o 50zł niż Oyo. czytnik w przypadku

  • Kamil .qam Przybysz

    @Qwerty
    Dobrze, że wspomniałeś o Noble. Myślę, że zasługuje na uwagę, ale ponieważ nigdy nie miałem z nim dłuższego kontaktu – postanowiłem skupić się na najpopularniejszych zabawkach dostępnych w Polsce.

  • Taki jeden

    w ankiecie brakuje mi tableta/ smartfona tam tez dostępne są aplikacje do ebooków

  • Kamil .qam Przybysz

    @ Michał
    Nie poruszyłem tematu tabletów/smartfonów i innych urządzeń multimedialnych z prostego powodu – e-papier jest jak na razie jedyną solidną alternatywą dla druku (oszczędność energii, kontrast, cena).

  • agarvaen

    cała masa pozycji do przeczytania jest do zakupienia na http://www.nasze-zycie.nextore.pl, jest tam literatura fachowa, czasopisma, literatura piękna, kryminały, thriller, sensacja

  • maxx

    @agarvaen
    Nie siej kryptą.

    Kiedyś chciałem przerzucić się na e-booki, sprawdziłem jednak ceny. Za cenę samego czytnika można kupić kilkadziesiąt pozycji, same e-książki też za tanie nie są. Plus duży rozrzut formatów, mało pozycji po polsku… Potrafi zniechęcić.
    Pozostaje trzymać kciuki, że ktoś się wreszcie opamięta, że technologia jako tako się rozwinie. Jak na dzisiaj to zabawka dla przeciętnego Kowalskiego nie jest.

    Chociaż jedno jest pewne – Kindle to najsilniejszy gracz.

  • sza

    Dziwny Artykuł autor tematu chyba zapomniał o czymś takim jak Tablety a E-readery są tylko do książek a nie surfowania po internecie więc nie rozumię jego żali.

  • mario

    Na amazonie pojawiła się pierwsza książka po polsku, jeszcze trochę i będzie tego więcej. Wystarczy poszukać i ściągnąć. W necie jest ze 2500 książek legalnych, darmowych. Tych mniej legalnych też jest sporo.
    Jak ktoś chce to i sobie przekonwertuje książkę do takiego formatu jaki mu odpowiada. Kindle bez 3G kosztuje troche ponad 400 zł – cena 5-6 dobrych grubych książek. Jeżeli ktoś kupuje książki cena czytnika zwróci mu się po roku.

  • drozdek

    Dziwny artykuł. Od kilku lat używam e-czytników. Najpierw był to Sony PRS-500, teraz Sony PRS-505. Uważam, że wszelkie bajery typu wi-fi są w takim czytniku zbędne, bo urządzenie służy mi tylko i wyłącznie do czytania książek. Mój pierwszy czytnik kosztował mnie ponad 1000 zł, ale jakoś nigdy nie bałem się, żeby pokombinować i znaleźć ebooki w necie. Bardzo łatwo znaleźć co najmniej kilkanaście tysięcy pozycji w języku polskim. Wszelkiego typu gatunków literackich. Wiem, wiem, to piractwo, ale dopóki ceny ebooków będą w cenie książki papierowej ( odpada przecież nie tylko cena papieru) , piractwo nie zniknie… Więc niech dystrybutorzy pukną się w głowę i obniżą ceny, bo inaczej legalne ebooki na zawsze pozostaną tylko ciekawostką dla bogatych ludzi i nigdy nie trafią pod strzechy…

  • naderten

    moim zdaniem potrzeba jeszcze poczekać kilka lat.
    Technologia Sipix pdobno znacznie gorzej wyświetla niż e-ink, ale to może sprawa subiektywna.
    Dla mnie najgorsze jest to, że te czytniki są tak strasznie powolne, zamulone, nożna się załamać zanim cokolwiek otworzy – przecież to sprawa elektroniki a nie samego ekranu – nie można tam włożyć jakiejś szybszej elektroniki tylko jakieś przedpotopowe procesry i reszte.
    No i ten efekt flash – strasznie denerwujący.
    Prezentowano już e-ink wol.2 bez tego flasha ale co z tego jak wciąz tylko prototyp a w produkcji stare klepią

    Przyszłość to Mirasol i Liquavista niestety na te technologie potrzeba będzie jeszcze poczekać z kilka lat
    Troche mogą namieszać też na rynku Pixel Qi (Norton Adam – bardziej do tabletów)
    a także LCD bez podświetlenia
    - Asus chce taki czytnik produkować

  • osek

    Kto jeszcze czyta ksiazki po polsku? Czytajac je w oryginale mozna cwiczyc jezyk i jednoczesnie miec przyjemnosc z czytania a wiec podwojna frajda. Faktycznie ebooki nie sa dla ludzi opornych ale nie wiedzialem, ze tacy pisza tutaj artykuly.

  • Artur Garbacz

    Dziwny artykuł. Dziwna ankieta. Czy cenę czytnika można przeliczać na liczbę książek papierowych? To jakby cenę motoru przeliczać na liczbę rowerów (uwielbiam jeździć rowerami, nie mam motocykla).
    Sipix akurat jakością przypomina e-ink pierwszej generacji i na pewno nawet odrobinę jego jakość nie jest lepsza od ekranów e-ink używanych w obecnych czytnikach. Z jednym się zgodzę z Autorem, z mizernym rynkiem treści. Natomiast należy dać mu się rozwinąć – jeszcze rok temu prawie nie istniał, obecnie mamy już spory wybór pozycji.
    A w sumie… cieszę się i z takich artykułów, bo tak czy inaczej dzięki temu rośnie świadomość istnienia takiej możliwości obcowania z literaturą :)

  • ggh

    Poziom niekompetencji autora jest przerażający

  • Pingback: 666 MHz – (prawie) pełne archiwum publikacji – Najgorzej o grach