grynews

666 MHz: Cyfrowe przekupki

Kończy się rok. Wiele firm z branży publikuje swoje wyniki finansowe oraz analizy. Media grzmią, że cyfrowa dystrybucja generuje coraz większe zyski, a wydawcy tylko to potwierdzają, zapowiadając kolejne gry dostępne wyłącznie w sieci. Jestem przerażony tym, że za kilka lat skazany będę na życie w wirtualnym świecie, pełnym cyfrowych, ulotnych przekupek. 

Dawniej byłem zachwycony cyfrową dystrybucją. Nie wiem dlaczego, ale górę wzięły ideały – produkty tańsze i łatwiej dostępne, zarówno dla graczy jak i deweloperów. Faktycznie, tak mogło być, gdy cyfrowa dystrybucja stanowiła ok. 10, a nie 50 %, całego rynku (w przypadku pecetów). Teraz jesteśmy świadkami wielkiej eskalacji walki o kasę. Wydawcy cieszą się z możliwości odcięcia detalistów od korytka, Ci z kolei nie chcą oddać władzy nad rynkiem. Pewnie właśnie dumają nad tym, jak wysadzić siedzibę Valve… lub myślą nad własnymi platformami sieciowej sprzedaży. To przykre, ale w obliczu dużego popytu, najlepiej przyłączyć się do wyścigu. 

#!#photo2#!#

Pomijając monopolistyczne zapędy dużych graczy, ten kanał dystrybucji dalej ma sporo zalet. Tak jak wspomniałem wcześniej – daje duże szanse tym mniejszym, ambitnym zespołom, które nie mają zasobów na produkcje typu „triple A”. Zdecydowanie łatwiej sprzedać swój świeży, niezależny pomysł, gdy na wirtualnej metce widnieje kilka centów. Przy okazji, łatwiej będzie uchronić się przed plagą „torrentowych redystrybutorów”. Ostatecznie, cyfrowa dystrybucja jest paliwem, które napędza silniki wszelkich platform mobilnych (oraz konsolowych, oprócz PSPgo). Tysiące aplikacji, łatwo dostępnych przez Internet i sprzedawanych po śmiesznych cenach, są tym co przyciąga klientów Apple’a, Google oraz Microsoftu. Wyobrażacie sobie, że do iPhone’a wkładacie kartridż z Angry Birds? To byłoby absurdalne. 

Jednak paradoksalnie, brak fizycznego nośnika jest rzeczą, która strasznie kłuje mnie w serce. W swojej kolekcji gier mam bardzo dużo tytułów wydanych tradycyjnie oraz kilkanaście produkcji nabytych w różnych platformach wirtualnych. I wiecie co? Nawet nie pamiętam, jakie zakupiłem na PSN, WiiWare czy GOG. Brak fizycznej, materialnej namiastki mojej własności sprawia, że jej istnienie zupełnie wylatuje mi z głowy. A co będzie za kilka lat? Czy dalej będę mógł ściągnąć sobie DLC, Interstate 76, Wormsy lub Super Mario 64? Szczerze, wątpię. Łatwiej będzie wypakować stare Nintendo 64 z kartonu i włożyć odpowiedni kartridż z wąsatym hydraulikiem na okładce. Nikt nie wyłączy mi serwerów, nie zablokuje konta, ani nie ukradnie przez Internet mojej gry. 

#!#photo3#!#

Jeśli obecne trendy się nie zmienią, w przyszłości zmuszony będę do zakupów stricte online i przechowywania wszelkiej zawartości gdzieś daleko, w niedostępnej chmurze (cloud computing). To sprawia, że wszelka własność intelektualna, choć sama w sobie niematerialna, będzie jeszcze bardziej nietrwała. Powiecie mi, że powinienem wszelkie swoje nabytki zapisywać i archiwizować, ale czy to zastąpi mi pełnoprawne pudełko z grą, które stoi na półce? Nie. Tak samo jak e-booki oraz odtwarzacze mp3 nie zastąpiły zapachu książek ani radość z posiadania wyselekcjonowanej kolekcji płyt… Nie ufam cyfrowym przekupkom! A wy? Wypowiedzcie się w komentarzach.

PS. Złośliwe 666 MHz pojawia się cyklicznie, raz w tygodniu, w sobotę. Jeśli macie w głowach jakieś tematy, pomysły lub sugestie – piszcie na mojego maila: [email protected].

#!#ankieta#!#


podobne treści


  • bossot

    Generalnie na nie, i tak też zagłosowałem, bo problemy z netem mam częściej niż problemy z zasilaniem. No chyba że tak jak na GOG-u (też platforma cyfrowa chociaż nietypowa) Będę mugł nagrać instalkę na płytkę i grać bez połączenia z netem

  • kurek9999

    Jestem na nie, jak kupiłem pare gier przez dystrybucje cyfrową to czułem się jakbym zpiracił tę gre nie miałem możliwości jej „po macania”.

  • Mihau Francuz

    Zdecydowanie na „Nie”. Lubię wyprawy do marketu po nową grę. :)

  • Michał Szabłowski

    „Jestem na nie” odpada ;-)

  • armisttice

    A ja do tej pory myslalem ze liczy sie granie w gierke i fun zwiazany z tym, to jest glowny cel.
    Chyba ze sie jest tzw. gierkowym-onanista. Wtedy byc moze juz nie chodzi o samo granie i wrazenia z niego ale juz trzeba miec swoja kolekcje na wielkiej półce, zeby potem swojemu dziecku pokazac jakim sie bylo no-liferem albo pokazac dziewczynie ktora po tym doswiadczeniu gleboko sie zastanowi nad nast. spotkaniem :D

  • armisttice

    Zapewne dystrybucja online zdominuje przyszlosc, lecz napewno bedzie mozna zamowic sobie pudelkowa gierke – taka wersja dla bogatszych. Tak mysle.

  • Mihau Francuz

    Aha, czyli wstydzisz się tego, że grasz, przed znajomymi bądź też dziewczyną? Ja lubię mieć pudełka, czasem łezka mi się w oku zakręci, gdy widzę moją pudełkową edycję Oddworld’s Odysee. I nie uważam siebie za no-life, raczej za casualla, który z gier czerpie radość, ale nie stara się tego ukryć.

  • armisttie

    W sumie racja, ja jak np popatrze na okladke mgsa- z playstation jeszcze to przypominaja mi sie zaje**** czasy :D